Z Wrocławia na plan filmowy w Rzymie

  • Z Wrocławia na plan filmowy w Rzymie
  • Z Wrocławia na plan filmowy w Rzymie
  • Z Wrocławia na plan filmowy w Rzymie
  • Z Wrocławia na plan filmowy w Rzymie
  • Z Wrocławia na plan filmowy w Rzymie

Kto: Michał Rogoziński

Kiedy: 26.11.2012

Gdzie: Plan filmowy produkcji "Rzym" w Rzymie

Nigdy nie zapomnę: Nie znoszę zimy. A że był listopad, to musiałem coś wymyślić, by nie wylądować na kozetce u psychologa. I wymyśliłem – polecę z Wrocławia do Rzymu. Jednak zwykła wizyta w Rzymie nie byłaby niczym nadzwyczajnym. Dowiedziałem się, że wytwórnia filmowa Paramount posiada na terenie włoskiej stolicy ogromny plan filmowy serialu „Rzym”. I właśnie tam postanowiłem się dostać na dwa dni. Cóż – czas uruchomić znajomości i do dzieła, chociaż na chwilę ucieknę od mrozu. Po kilku telefonach zarezerwowałem samolot. Ale, że do statków powietrznych od zawsze miałem słabość, to uatrakcyjniłem nieco przelot. Wrocławskie lotnisko oferowało bezpośrednie połączenie do Rzymu, ale… ja postanowiłem jeszcze zahaczyć po drodze o Monachium. Co również nie było problemem dla wrocławskiego portu lotniczego. Za to ja miałem problem – z moją pracą… Z całego podekscytowania zapomniałem, że w dniu wylotu pracuję przecież do 16.00, a samolot miał wystartować chwilę po 13.00. Urlopu oczywiście nie dostałem, dlatego znalazłem inne wyjście. Przekierowałem połączenia telefoniczne do znajomych, zostawiłem włączone wszystkie komunikatory oraz zaparzoną kawę dla niepoznaki i… ulotniłem się dyskretnie 4 godziny przed końcem pracy. Samolot startujący z Wrocławia był wyjątkowo punktualny. W przeciwieństwie do mnie – ledwo zdążyłem.

Do tego zaliczyłem drobne spięcie przy bramkach – zapomniałem zostawić 220-mililitrowy płyn do szkieł kontaktowych w nadbagażu, przez co nie mogłem go wnieść na pokład. Jednak pracownik okazał się litościwy – postanowiłem się poniżyć i wypiłem przy nim trochę płynu, by uwierzył, że nie jest nitrogliceryną… Nie wiem czyja mina była wtedy gorsza – moja, czy jego. Po chwili szczęśliwy zasiadłem w samolocie i wiedziałem, że to będzie długa podróż – rodzice niezbyt radzili sobie z upilnowaniem dziecka, które siedziało koło mnie i zacząłem się zastanawiać kiedy maluch wytrze twarz z czegoś o konsystencji jogurtu o moją marynarkę. Póki co poszkodowana była tylko bluzka jego mamy. Po krótkiej wizycie w Monachium zmieniłem samolot i dostałem się ostatecznie do Rzymu wieczorną porą. Na szczęście wcześniej zadbałem o szczegóły – z lotniska odebrał mnie szofer i zawiózł do hotelu Bernini Bristol w centrum Rzymu. Swoją drogą – dobrze, że ja nie musiałem prowadzić tego samochodu. Włosi na skuterach to samobójcy – w ogóle nie rozglądali się na boki, kaski trzymali w piwnicy zamiast na głowie i przemykali co chwilę kilka cm od zderzaka. Zresztą kask by im nie pomógł – tam trzeba hełmu. Szofer tylko klął po włosku co jakiś czas, ale w tym języku nawet takie słowa pieszczą uszy jak piosenki Whitney Houston.

Odebrałem klucze do swojego apartamentu, wszedłem do środka i zapaliłem światło. Postanowiłem się rozpakować, ale zaniepokoił mnie szum w łazience – bałem się, że pomimo pięciu gwiazdek, hotel jednak jest zaniedbany i pękła jakaś rura. Odsunąłem drzwi i… pod prysznicem zobaczyłem jakiegoś nagiego faceta! Z przerażenia zakrztusiłem się batonem, którego jadłem – zabrałem torbę i pobiegłem szybko na recepcję, żeby powiedzieć, że w moim pokoju już ktoś mieszka! Ciężko opisać wyraz twarzy personelu, któremu zobrazowałem całe zajście. W sumie kilka dni wcześniej podobną minę miała kobieta, która degustowała małże w restauracji przy mojej firmie. Po interwencji szybko dostałem nowy apartament i butelkę wytrawnego wina w ramach przeprosin. Niestety jestem fanem słodkich rzeczy i octu do ust nie naleję, dlatego postanowiłem zrobić sobie nocny spacer po Rzymie. Tym prawdziwym – bo następnego dnia miałem już zorganizowa ny transport do „sztucznego”. Kierowca czekał na mnie pod hotelem już o ósmej rano, dlatego w gruncie rzeczy nie wyspałem się. Szybko jednak wzrosło mi ciśnienie i ożyłem, gdy ponownie zobaczyłem skutery przemykające przed zderzakiem. Po chwili auto podjechało pod gigantyczny, betonowy mur przyozdobiony drutem kolczastym. Czekałem tylko aż otworzy się brama i na koniec wyskoczą z niej uzbrojeni Naziści… Tymczasem nie było tak strasznie – wjechałem na teren planu filmowego po wcześniejszej kontroli, czy jestem tą właściwą osobą. Na koniec po całym obiekcie oprowadził mnie miły, starszy pan. Szczerze mówiąc ciężko było mi się tam odnaleźć. Wszystko wyglądało tak prawdziwie, że momentami można było się pogubić. A przecież budowle w dotyku przypominały pojemniki po jogurcie!

Plan filmowy „Rzymu” udawał całe, starożytne miasto – z wąskimi uliczkami przeplatanymi z rozłożystymi dziedzińcami. A najstraszniejsza była pustka – ulice sprawiały wrażenie zamieszkanych, tymczasem wszędzie było cicho, głucho i w gruncie rzeczy przerażająco. Wystarczyło jednak zaglądnąć przez okna budynków, by czar prysł – wewnątrz znajdowało się tylko mnóstwo metalowych rurek i stelaży. Momentami zacząłem już wątpić co jest prawdziwe, a co nie, więc postanowiłem zbierać się na samolot, by nie zwariować. Nawet skała, o którą oparłem się, żeby odpocząć wydała z siebie dziwny dźwięk i zmieniła miejsce o kilka centymetrów… Taki świat iluzji daje naprawdę dużo do myślenia. Przeprawę przez Rzym w godzinach szczytu można porównać do pływania w akwarium z piraniami, ale po bólach dotarłem z szoferem na lotnisko. Z przejażdżki wyciągnąłem nawet wniosek – nie kupię sobie skutera, bo życie jest mi miłe.

Przelot z Rzymu do Monachium przebiegł bez problemów, ale później znowu zaczęły się schody. Zająłem swoje miejsce w samolocie do Wrocławia, po czym gustownie ubrany mężczyzna z biznes klasy siedzący przede mną odsunął kotarkę i zionął we mnie alkoholem bełkocząc coś pod nosem. Na pytanie stewardessy: „Życzy Pan sobie coś do picia?” padła wymowna odpowiedź: „Tak, wódki!”. Wtedy zrozumiałem, że będzie ciężko… Podczas całego lotu trzymałem się za głowę, bo nie mogłem uwierzyć w to, co tu się dzieje. Tymczasem personel pokładowy dzielnie walczył z mężczyzną, który biegał po pokładzie i szukał alkoholu. Na szczęście przed schodzeniem do lądowania tak zmęczył się cyrkiem, który odstawiał, że zasnął w swoim fotelu. Stewardessy przypięły go pasami, pilot oznajmił, że niebawem lądujemy i zgasił światło, a ja w wieczornych ciemnościach zacząłem wypatrywać wrocławskie lotnisko. W samolocie otworzyło się już podwozie, a maszyna zaczęła celować w odpowiedni pas. Tymczasem koło mnie przemknął mężczyzna, który sekundę wcześniej siedział przede mną… W tle huczących silników było tylko słychać jego monolog: „Czy jest jeszcze trochę wódki?!”. Przerażone stewardessy poderwały się na nogi, by szybko umieścić mężczyznę w fotelu zanim samolot dotknie kołami ziemi. Zdążyły chwilę przed lądowaniem, a ja czekałem aż wyjdę z maszyny, zanim upiję się wdychając opary alkoholu od pasażera przede mną. Po wylądowaniu udałem się w stronę parkingu przy wrocławskim lotnisku, na którym zostawiłem swój samochód. Naprawdę chciało mi się śmiać! Plan filmowy „Rzymu” miał być główną atrakcją, a tymczasem przez te dwa dni działo się więcej, niż mogłem przypuszczać. Jednak naprawdę było warto – mój plan się powiódł. Zapomniałem o tym, że jest listopad i trwa zima…

Moja rada dla wylatujących z Wrocławia: Sieć komórkowa Play nie ma zasięgu na piętrze +1 przy Gate’ach – do znajomych przed odlotem warto zadzwonić na pożegnanie z parteru.

Latam z Wrocławia bo: Na lotnisku w Warszawie jest wieczny tłok i każdy sieje panikę, z Krakowa prawie nic nie lata, do Gdańska mi nie po drodze, Katowice swoim wyglądem przypominają o istnieniu komunizmu, na Poznań mam alergię, Modlin to komunikacyjne nieporozumienie, w Rzeszowie ponoć dzieci biegają bez butów pod górkę, więc lotniska nie mogą mieć porządnego, Łódź jest przereklamowana, Bydgoszcz to twierdza bezrobocia i strach stamtąd latać, ze Szczecina mam złe wspomnienia, lotnisko w Zielonej Górze jest lotniskiem tylko z nazwy, w Lublinie produkowali samochód dostawczy Lublin, który się sypał i lotnisko mają nie lepsze, a port we Wrocławiu jest nowy, świeży, estetyczny, więc grzech nie korzystać.

Udostępnij
0 3784

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>